Rozdział 3
Gdy podeszłam bliżej zauważyłam jaki on jest przystojny. Był BOSKI! Karmelowe włosy, idealnie ułożone włosy, mięśnie a przede wszystkim jego PIĘKNY UŚMIECH. Był IDEALNY. Ubrany był w biały t-shirt, spodnie bardzo nisko opuszczone i czarne supry.
- Hej. Pomożesz mi? Chodzi o moją koleżankę. Opowiedziałam mu jak najkrócej jak mogłam całą historię.
- Pewnie, że ci pomogę. Powiedz tylko gdzie mamy jechać. - uśmiechnął się a ja prawie traciłam przytomność na jego widok.
Odpowiedziałam wskazując palcem : Tam!
- Dobrze. Wsiadaj :)
Wsiedliśmy do jego białego lamborghini (czyt. Lambordżini) i ruszyliśmy w drogę.
Nagle zapytał mnie:
- Jak masz na imię shawty? - uśmiechem wymalowanym na ustach.
- Miley , a ty? - odwzajemniłam uśmiech.
- Śliczne masz imię. Ja jestem Justin - oblizał usta.
- Dziękuję - czułam jak czerwienią mi się policzki.
Spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
Zapadła cisza..
Strasznie martwiłam się o Katy, ale Justin zawrócił mi w głowie. z tego zauroczenia powiedziałam na głos:
BOŻE! JUSTIN ON JEST CUDOWNY SPODOBAŁ MI SIĘ!
po chwili się zorientowałam co powiedziałam, ale miałam nadzieje, że nie usłyszał.
A jednak tak..
*zaśmiał się głośno.
Powiedziałam :
-Przepraszam..- powiedziałam z miną małego szczeniaczka.
- Nie masz za co. To było urocze tak samo jak ty. :)) - uśmiechnął się łobuzerko.
Zawstydzasz mnie. - przygryzłam wargę..
Kiedy było tak pięknie zadzwonił do mnie telefon ze szpitala..
To już 3 rozdział.. Jak wam się podoba całe opowiadanie? Jak na razie napisałam do tego momentu zaraz będę wymyślać ( pisać ) dalej.
PISZCIE KOMENTARZE. CHCE ZNAĆ WASZĄ OPINIE.
PS. TO JEST MOJEGO AUTORSTWA. SAMA PISZĘ.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz